
No i po wszystkim!
Pół roku przygotowań, dziesiątki maili, setki zjechanych kilometrów, litry wylanego potu. Tego wszystkiego było trzeba, by zorganizować “drugo wojenną” część EDD 2010 w Grudziądzu.
W tym roku impreza składała się z kilku części. Jedną z nich była właśnie możliwość obejrzenia żywej historii, którą podawaliśmy widzom na gorąco wraz ze Stowarzyszeniem Muzycznym Chorus Culmensis, Zastępem Rycerskim z Chełmna oraz Chorągwią Ziemi Chełmińskiej. W szeregach Twierdzy znalazło też miejsce zawiązujące się dopiero stowarzyszenie historyczne z Częstochowy. To oni umundurowani w uniformy Wehrmachtu stawali na polu by ostatecznie zwyciężyć nad polskimi żołnierzami.





Impreza trwała już od piątku, mimo iż Wisła wylała na Błonia. My jednak nauczeni doświadczeniem bitewnym szybko znaleźliśmy odpowiednie miejsce na rozlokowanie obozu oraz pole inscenizacji. Położeni 200 metrów od obozu rycerskiego oddaliśmy się ciężkiej pracy przy przygotowaniu ziemianek, rozłożeniu namiotów sypialnych, zabezpieczeniu terenu. I tak koło godziny 16 wszystko było gotowe. o 16.15 pojawiła się “Częstochowa”, która wymęczona kilkugodzinnym wojażem koleją wzięła się do wytężonej pracy. O godzinie 17.00 oficjalnie ruszył pokaz życia obozowego. Przewinęła się masa dzieci, młodzieży ale i również starszych osób zainteresowanych jak wyglądał obóz w czasie września 1939 roku. Zadali miliony pytań, porobili tysiące zdjęć. Nic nowego w sumie ale nadal jest to piękne. To, że ludziska jednak historia interesuje i fascynuje. Zwłaszcza ta żywa, namacalna. Powitały nas również władze miasta Grudziądza, którym rzecz jasna dziękujemy za ciepłe przyjęcie.
Piątek więc stał pod znakiem wytężonej pracy fizycznej, planowania kolejnego dnia. O godzinie 20.00 mogliśmy wreszcie chwilę odpocząć.



Sobota strasznie niespodziewanie i stanowczo spędziła nam sen z powiek. 8.00 pobudka, śniadanie, pobór oporządzenia i próby inscenizacji, która o godzinie 17.00 miała ściągnąć nad Wisłę grudziądzan. Próby trwały dobre 2 godziny a w międzyczasie patrole wyszły w miasto by zapraszać mieszkańców i turystów do skosztowania odrobiny nostalgii. I udało się. Od południa rzesze odwiedzających zalały obozowiska. Byli tacy, którzy pstrykali niezliczoną ilość zdjęć, inni woleli poszukać skarbu detektorem metalu, jeszcze kolejni zapragnęli postrzelać pod okiem instruktorów z wiatrówek. Dla chętnych w obozie była również gorąca grochówka prosto z wiszącego nad ogniem kotła.


Ci zaś, którzy zwiedzili już nasz obóz mogli obejrzeć szpital polowy z 1939 roku rozłożony obok nas przez Chorus Culmensis. Wielkim szacunkiem i sympatią darzę tych ludzi, którzy tak wiernie oddają życie personelu medycznego okresu przedwojennego. Mam nadzieję, że o wiele więcej imprez przyjdzie nam realizować wspólnie!
Maciek Grabowski z firmy Nuclear pojawił się przed południem, by zaplanować pirotechnikę. Po ustaleniach Panowie wzięli się do pracy. Piniak nerwowo tupał nogami przy mikrofonie dopinając do końca tekst lektora. Około godziny 16 zawitało do nas BTS Kaliber z karabinkami Mauser 98k i amunicją. O 16.30 rozpoczęliśmy wydawanie broni, tak, by zdążyć z wszystkim na 17. No i zdążyliśmy.




O godzinie 17 rozpoczęła się inscenizacja potyczki granicznej między siłami Wojska Polskiego i Wehrmachtu. Masę wysiłku, dzwonienie wystrzałów w uszach schowanych pod stalowymi hełmami, huk wybuchów…atak, wycofanie, kontratak…wszystko to można było zobaczyć podczas inscenizacji. Chłopaki z wielkim przejęciem realizowali scenariusz. Chwilami wczuwali się tak bardzo, że bałem się o zbytni realizm przedstawienia. Walka wręcz wyszła pysznie. Kilku żołnierzy rannych, kilku zabitych, inni wzięci do niewoli- tak skończyła się dla polskiej strony potyczka. Zebraliśmy masę braw, odebrałem podziękowania od licznych osób. To dla nich, dla widzów a zwłaszcza dla młodzieży i dzieciaków to wszystko robimy! A będzie coraz lepiej!

Pozostałą część dnia wypełniło realizowanie “życia obozowego”.
I jeszcze bardziej niespodziewanie zastał nas kolejny dzień- niedziela. Zmęczeni poprzednim, ciężkim dniem, wstaliśmy nieco później bo chyba około 9.00. I tradycyjnie- śniadanie, mycie…. i do okopów, ziemianek by w ostatnim dniu, tym, którzy nie byli zaprezentować to i owo…..
Zakończyliśmy weekend o godzinie 15.00. Przynajmniej dla ludzi, bo my sprzątanie, pakowanie i żegnanie się skończyliśmy 3 godziny później.
Impreza bardzo udana, poznanych mnóstwo nowych ludzi zapalonych historią, drugie tyle zaraziliśmy nią
Z niecierpliwością czekamy na kolejny rok!
A teraz podziękowania
ratownicy i harcerze z Grudziądza- kawał REWELACYJNEJ roboty przy zabezpieczeniu
Chorus Culmensin- jak zawsze wielcy
chłopaki z Częstochowy ogólnie- za wszystko
8total4 & Qb@ - za pracę już tydzień przed
mariuszdzialo ze świetną córą, sturmpanzer, boxio, Graudenz18 i pozostali z Grudziądza- za pomoc w obozie- jesteście wielcy!
Twierdza- wiadomo
inni nieujęci z braku pamięci- dziękujemy
Zdjęcia wykorzystane dzięki uprzejmości Rafała Boćka i Michała Rydlichowskiego. Dziękujemy.
——————————————-
von mjut